Menu

Forum

Zaloguj się na forum
Login:
Hasło:
 
 Zapomniałem hasła
 Rejestracja

Ostatnie wiadomości

więcej

Galerie

 
 
 

więcej

więcej

Przegląd prasy

Przegląd Prasy / Magazyn Rowerowy / Gore, wind i inne „texy”czyli przegląd wielozadaniowych kurtek rowerowych

Gore, wind i inne „texy”czyli przegląd wielozadaniowych kurtek rowerowych

2007-09-30


Na cebulę
Koncepcji ubioru w okresie przejściowym jest wiele. Jeśli podpierać się zaleceniami producentów odzieży sportowej, najlepiej sprawdza się ubranie trójwarstwowe, złożone z aktywnej bielizny, cieplejszej warstwy środkowej oraz izolującej od warunków zewnętrznych warstwy wierzchniej. W cieplejsze jesienne dni najbliżej ciała można ubrać opisaną w poprzednim numerze potówkę, nastpnie koszulke rowerową, a na wierzch?

 

No, właśnie, kurtkę. Taka opcja sprawdzi się, gdy temperatura spadnie już poniżej 15 stopni. Gdy nie jest jeszcze całkiem chłodno, spokojnie można zrezygnoważ z jednej z warstw spodnich. Inna opcja, szczególnie na dni o sporych wahaniach temperatur lub podczas całodziennych wycieczek w plenerze, to aktywna bielizna, koszulka i rękawki lub cieplejsza koszulka z długim rękawem i kamizelka z membraną przeciwwiatrową. Dla świętego spokoju można w kieszeni koszulki wieźć jeszcze pelerynkę, która ochroni nie tylko przed deszczem, ale też częściowo przed zimnem. Możliwości jest więc sporo, wszystkie jednak ostatecznie sprowadzają się do zastosowania jakiegoś izolującego od zimna elementu ubioru z długim rękawem. Czy będzie to wersja lżejsza, czyli klasyczna kolarska bluza, czy też coś bardzo uniwersalnego w postaci kurtki z membran, czy też wiatroszczelna pelerynka, zależy głównie od tego, w jakich warunkach najczęściej jeździmy. Lżejsza bluza używana jesienią jako warstwa wierzchnia, jeśli będzie z odpowiedniego materiału, może zimą służyć za warstwę środkową, z kolei nieco luźniejsza kurtka z membraną, jeśli ubrać pod nią coś cieplejszego, może być pomocna nawet podczas długich treningów w mroźne dni.

 

Przewodnik po „texach”
W poprzednim akapicie słowo „membrana” pojawiło się trzy razy. Znak więc, że jest to kluczowa sprawa, jeśli mówimy o jesiennej odzieży rowerowej. Wszystko zaczęło się od Gore Texu, materiału, który z jednej strony zapewniał ochronę przed wiatrem i deszczem, z drugiej, w przeciwieństwie do tradycyjnej plastikowej peleryny, oferował komfort oddawania wilgoci na zewnątrz. Tak jak w przypadku wielu zaawansowanych produktów wkrótce pojawiły się tańsze klony, które z czasem przestały znacząco ustępować jakością produktom Gore. Niemal równocześnie okazało się, że klasyczny Gore Tex lub jemu podobne nieszczególnie dobrze sprawdzają się jako materiał do uszycia odzieży sportowej używanej przy dużym wysiłku. Za ciężki, zbyt sztywny, a mimo tego, że producent zapewnia o „oddychalności”, przy większej intensywności pot i tak zostaje pod ubraniem. Pojawiły się więc wersje lżejsze, Gore Tex dwuwarstwowy, wersja Paclite, a dla tych, którzy wyżej cenią sobie skuteczność i trwałość niż wagę, przygotowano długowieczny XCR.
Powiedzmy sobie szczerze, rowerzysta tak naprawdę nie do końca potrzebuje materiału, który nie przemaka nawet przy polewaniu karcherem. W zamian oczekuje czegoś, co ochroni go przed zimnem i wiatrem oraz przed mżawką. Gdy leje, na zewnątrz jeżdżą tylko najwięksi twardziele, którzy ubierają na siebie typowe peleryny.

 

W tym momencie na scenę wkroczył Windstopper. Materiał miły w dotyku, który nie szeleści i nie gniecie się, a przy tym znakomicie nadaje do produkcji ubrań rowerowych i nie tylko. Jego główną zaletą jest ochrona przed wiatrem, do pewnego stopnia chroni również przed deszczem (powiedzmy przed mżawką). Windstopper „oddycha” lepiej niż Gore Tex, dlatego też lepiej nadaje się do zastosowania przy dużym wysiłku. Podobnie jak jego odporny na wodę kuzyn Windstopper występuje w kilku wersjach: klasycznej, lżejszej (Soft Shell) oraz N2S, którą niektórzy producenci stosują jako izolującą przed wiatrem warstwę bielizny. Podparcie się przykładem firmy Gore jest o tyle wygodne, że, podobnie jak w przypadku adidasów czy walkmana, nazwy własne są używane jako synonim danego typu przedmiotów. Tutaj sprawa jest o tyle prostsza, że wielu producentów (np. popularne Biemme) korzysta z materiałów Gore, o czym informują stosowne metki i wszywki. Inni, jak np. Nalini, korzystają z „zamienników”, których jakość w ostatnich latach dorównuje, a czasem nawet przewyższa oryginał. Materiałem tego typu jest Manto Tex lub Manto Vent. U producentów celujących w klientelę o nieco chudszym portfelu znajdziemy z kolei A Tex, Windbreaker lub tajemnicze, bliżej niezidentyfikowane „Termo Mikrowłókna”. Nie trzeba być wielkim znawcą tematu, by domyślić się, że część z nich pochodzi z tych samych fabryk usytuowanych na Dalekim Wschodzie, co w żaden sposób nie przeszkadza w uzyskaniu sensownie działającego produktu finalnego. Jeszcze inną politykę stosują światowi giganci, producenci odzieży sportowej, którzy firmują całe serie aktywnych materiałów. Tu dobrym przykładem może być Adidas i jego seria Clima (Clima Warm, Clima Proof Wind).

 

Z przodu szczelnie, z tyłu luźno
Sam materiał to nawet nie połowa sukcesu. O tym, czy kurtka będzie spełniała swoje zadanie, decyduje przede wszystkim jej krój oraz zastosowanie odpowiednich materiałów w odpowiednich miejscach. Ponieważ cały czas mówimy raczej o odzieży jesiennej, stąd ubrania wykonane w całości z Windstopperu czy Gore Texu nie wchodzą w grę, są po prostu za ciężkie i zbyt ciepłe! O tym, że równie nieprzyjemnie może być, gdy ubierzemy się za ciepło zamiast za cienko, przekonał się zapewne każdy z nas. Zamiast dygotać z zimna i przez kilka kolejnych dni nie rozstawać się z chusteczkami do nosa, odwadniamy się, nadmiernie pocimy, a następnie po pierwszym postoju wychładzamy. W takim układzie warto przypomnieć sobie letnie kamizelki. Z przodu miały wiatroszczelny materiał z membraną, z tyłu za to przewiewną siatkę. Przy zachowaniu odpowiednich proporcji ta sama zasada obowiązuje w jesiennych kurtkach.


Z przodu i na ramionach, czyli w częściach ubioru narażonych na wiatr, znajdziemy Windstopper lub materiał pokrewny. Z tyłu będzie coś lżejszego, przy okazji zapewniającego lepsze odprowadzanie potu ze spodnich warstw ubrania. W tym miejscu dobrze sprawdza się np. Polar serii 200 lub popularna tkanina typu „fleece”. Na plecach znajdziemy kieszonki, zazwyczaj dwie, dodatkowo zapinane na zamek. Mile widziane są elementy odblaskowe, wszak jesienią widoczność nie jest już tak dobra, a i dni są krótsze. Nawet niewielkie paski odblaskowej taśmy zdecydowanie poprawiają widoczność na drodze. Przy okazji warto wspomnieć o kolorach. Choć pastele i beże są ciągle modne, preferowany jest zjadliwy pomarańczowy, sygnalizacyjny żółty i wściekle zielony. Szalone kompozycje rodem z połowy lat dziewięćdziesiątych, choć koszmarnie brzydkie, miały jedną istotną zaletę – były widoczne na kilometr i taka właśnie powinna być jesienna odzież!


W przypadku kurtki, która ma chronić przed wiatrem i zimnem, niezmiernie ważne są detale. Miłośnicy taplania się w błocie przeklinać będą niedziałający z powodu zapchania błotem suwak, stąd też lepsze są „grubsze”. Najlepsza wiatroszczelna tkanina będzie nieskuteczna, jeśli biegnący przez środek korpusu zamek nie okaże się przykryty. Przed przeziębieniem nie uchroni topowy model Windstoppera, jeśli zimne powietrze będzie się bez przeszkód dostawało dołem i górą kurtki. Dlatego warto przyjrzeć się stójce, która powinna dobrze przylegać, a równocześnie nie krępować ruchów, natomiast góra zamka nie powinna przycinać skóry na brodzie. Dół kurtki oraz mankiety rękawów przy luźniejszym kroju powinny być wyposażone w ściągacze i przy okazji nie tylko „uszczelnić” całość, ale również zapobiegać podwijaniu. Najważniejszą częścią jest jednak charakterystyczny dla odzieży rowerowej przedłużony tył, który chroni przed przemoczeniem oraz przewianiem. W związku z tym tylna dolna część również bywa wzmocniona stosownym materiałem z membraną.

 

Uniwersalna? Nigdy w życiu!
Wydawać by się mogło, że przy tak sprecyzowanych wymaganiach kupno uniwersalnej kurtki na jesień będzie bardzo łatwe. Gdyby tak było, wszystkie modele producentów wyglądałyby z grubsza tak samo. Tak jednak nie jest. Po pierwsze, różni ludzie w różny sposób odbierają różne warunki atmosferyczne. Są tacy, którzy nie rozstają się z zimowymi ciuchami do połowy kwietnia i z powrotem ubierają je w październiku. Co więcej, czego innego będzie potrzebował turysta, który równym, ale niezbyt agresywnym tempem pokona kolejne kilometry, a czego innego zawodnik, który przygotowuje się do sezonu przełajowego i wśród jesiennej słoty katuje mordercze interwały. Zatem można równie dobrze zadowolić się koszulką z długim rękawem, ocieploną materiałem typu „fleece”, za ok. 130 zł (np. coś produkcji rodzimych producentów jak Vitesse – vitesse.pl czy Quest – questsport.pl) albo też zainwestować w profesjonalną, wiatroodporną kurtkę za 480 zł (np. Adidas Thermo Jacket – harfa-harryson.com.pl). Sensowną propozycją jest też kupno klasycznej rowerowej wiatrówki, nieco starszego typu, w której nie użyto bardzo nowoczesnych materiałów, jednak dopasowany krój oraz nieco grubszy materiał skutecznie chronią przed zimnem czy wiatrem (np. Author Windout – velo.com.pl). Tu z pomocą przychodzą aukcje internetowe, na których można znaleźć w dobrych cenach stroje grup zawodowych pochodzące z zachodnich wyprzedaży.


Dla tych, którzy szukają czegoś faktycznie uniwersalnego, dobrym pomysłem może być zakup kurtki z membraną chroniącą przed wiatrem, wyposażoną w odpinane rękawy (np. Accent Bellamonte – velo.com.pl). W ten sposób otrzymamy nie tylko kurtkę na jesienne wycieczki, ale również kamizelkę na wiosenne dni, gdy można już będzie jeździć w koszulce i rękawkach, a dodatkowo chronić się przed wiatrem membraną z kamizelki. W ten sposób historia zatoczyła koło, od wiosny doszliśmy do jesieni, a od jesiennej kurtki do letniej koszulki.

 

Marek Tyniec


  Pozostałe artykuły:

wróć