Menu

Forum

Zaloguj się na forum
Login:
Hasło:
 
 Zapomniałem hasła
 Rejestracja

Ostatnie wiadomości

więcej

Galerie

 
 
 

więcej

więcej

Przegląd prasy

Przegląd Prasy / Magazyn sportplus / Koło zamachowe już się kręci

Koło zamachowe już się kręci

2008-02-20


Z Jerzym Engelem, Wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej, byłym selekcjonerem piłkarskiej Reprezentacji Polski, rozmawia Norbert Skupiński.

.

Norbert Skupiński: Jak Pan ocenia stan przygotowań Polski do organizacji EURO 2012?
Jerzy Engel: Moment, w którym się znajdujemy, jest i dobry i zły. Dobry, bo była szefowa resortu sportu Elżbieta Jakubiak ,forsując ustawę o EURO 2012, udrożniła ścieżki inwestycyjne – to był ruch w bardzo dobrym kierunku. Mam nadzieję, że osoby odpowiedzialne za poszczególne inwestycje będą teraz potrafiły z tego skorzystać. Zły, bo już dziś mówimy, że terminy podane przez UEFA nie będą przez nas dotrzymane i w związku z tym będziemy musieli prosić o ich prolongatę. To na pewno się uda, ale najpierw będziemy musieli udowodnić, że rzeczywiście wiele się u nas dzieje.


N.S.: Niedawne zamieszanie wokół lokalizacji Stadionu Narodowego w Warszawie nie wróży najlepiej...
J.E.: To zamieszanie było typowo polskie. Co do każdego projektu mamy sto pomysłów na minutę, przy czym wszyscy pomysłodawcy mają przekonanie o swojej nieomylności. Ja uważam, że powinniśmy już skończyć dyskutować: gdzie, co i jak, a zacząć wreszcie przymierzać się, w jaki sposób konkretne zadania zrealizować. Pomysł wyniesienia Stadionu Narodowego z Pragi od początku uważałem za nietrafiony i jako członek Rady Sportu Warszawy prezentowałem właśnie taką opinię.


N.S.: Po wyborze projektantów stadionu w Warszawie inwestycja może wreszcie ruszy do przodu.
J.E.: Mam nadzieje, bo trudno sobie wyobrazić mistrzostwa bez stolicy. Choć jeśli przy tej inwestycji wciąż będą poważały się problemy, to może warto wówczas skorzystać ze stadionu Legii, którego budowa jest już przesądzona.


N.S.: Zakładając, że uda się zbudować oba stadiony, w przyszłości będziemy musieli poradzić sobie z ich utrzymaniem. Czy jest na to pomysł? Dotychczas nie mieliśmy w stolicy żadnego tego typu obiektu, teraz władze miasta „uparły” się na jeden stadion – Legii, państwo na drugi – Narodowy.
J.E.: Warszawa jest miastem ponad dwumilionowym i to, że w chwili obecnej nie mamy żadnego stadionu spełniającego standardy międzynarodowe, jest kompromitacją i powodem do wstydu dla wszystkich ekip, które dotąd rządziły. Dziś w Warszawie mamy dwa dobre stadiony lekkoatletyczne: AWF i „Orzeł” i stać nas na ich utrzymanie. Podobnie powinno być w przypadku obiektów piłkarskich, choć zdaję sobie sprawę, że są one dużo bardziej kosztochłonne. Ale w końcu piłka nożna to nasz sport narodowy, który uprawiają miliony dzieciaków. Dlatego musimy wspierać inwestycje przyczyniające się do poprawy infrastruktury stadionowej.
Do niedawna mówiono: po co nam 30-tysięczne stadiony? Kto będzie na nie przychodził? Tymczasem w Poznaniu czy Krakowie okazało się, że można wypełnić stadion do ostatniego krzesełka. Sport jest dla kibiców i trzeba im stworzyć odpowiednie warunki do przeżywania emocji.


N.S.: Sport wyczynowy jest niezwykle istotny, ale polską „zmorą” jest też brak infrastruktury do uprawiania sportu przez najmłodszych, na niższym szczeblu. Jak wykorzystać EURO 2012 w celu masowego unowocześniania naszej bazy sportowej?
J.E.: Już pół roku temu Wydział Szkolenia PZPN zainspirował stworzenie nowej jednostki przy PZPN – Wydziału Infrastruktury Sportowej, który zajmuje się pozyskiwaniem funduszy właśnie na tego typu inwestycje i ma w tej chwili najwięcej pracy. Chcielibyśmy, aby w ramach kompleksowego programu w każdej gminie powstało boisko piłkarskie. Naszą całościową koncepcję rozwoju infrastruktury sportowej chcemy przedstawić nowemu kierownictwu resortu sportu.


N.S.: Skąd pieniądze na finansowanie takich inwestycji?
J.E.: Finansowanie jest w tym przypadku najmniejszym problemem! Największą przeszkodą jest decyzyjność. Chodzi o to, aby rozwój infrastruktury sportowej stał się dla rządzących priorytetem, aby zmienić sposób myślenia i zacząć działać w myśl hasła: „wychowanie poprzez sport”. Mam nadzieję, że pozytywna atmosfera wokół EURO jeszcze te tendencje wzmocni, choć już teraz wystarczy wyjechać poza Warszawę i zobaczyć, jak wiele nowych obiektów się buduje. Niedawno powstał piękny kompleks piłkarski w Pruszkowie czy 19 nowych boisk w woj. zachodniopomorskim. Koło zamachowe już się kręci.


N.S.: Czy to właśnie brak odpowiedniej bazy stanowił przeszkodę na drodze do sukcesów polskich piłkarzy w ostatnich latach?
J.E.: Oczywiście. I trzeba było dopiero Leo Beenkakkera, który przyjechał z zagranicy i powiedział, że nie wpuściłby swojego psa na boisko, na którym my przygotowywaliśmy nasze reprezentacje narodowe. Kiedy my, Polacy, mówiliśmy głośno to samo, nikt nie chciał nas słuchać. Dobrze się stało, że selekcjoner z Holandii powiedział o tym problemie tak dobitnie. Mam nadzieję, że usłyszeli to wszyscy ci, którzy przez lata nie zrobili zbyt wiele, aby zmienić fatalny stan infrastruktury sportowej.


N.S.: Jestem zdziwiony, że mówi to Pan, osoba znana z krytyki zagranicznego szkoleniowca.
J.E.: Chciałbym jednoznacznie powiedzieć, że jestem bardzo zadowolony z pracy Leo Beenhakkera; jemu jest o wiele łatwiej „załatwić” pewne sprawy, o których przez lata mówili polscy szkoleniowcy. Powstało niezrozumienie, bo nasze władze piłkarskie, mówiąc o trenerze z zagranicy, miały na myśli szkoleniowców z Czech czy Słowacji. I temu rzeczywiście byliśmy przeciwni. Ale kiedy padło nazwisko Leo Beenhakkera, do sprawy podeszliśmy zupełnie inaczej.


N.S.: Jaką tajemnicę kryje holenderska myśl szkoleniowa? Trenerzy z tego kraju osiągają na arenie międzynarodowej ogromne sukcesy, a młodzieżowcy z Ajaksu czy Feyenoordu trafiają do najlepszych klubów świata.
J.E.: Rozróżniłbym dwie sprawy. Otóż na ostatnich piłkarskich Mistrzostwach Świata U-20 w Kanadzie reprezentacji Holandii nie było. Byli natomiast Polacy, a z Europy jeszcze tylko pięć innych drużyn. Nie jest więc tak, że Holendrzy osiągają w piłce same sukcesy. Czym innym są natomiast prywatne inicjatywy, bo taki właśnie charakter mają wspomniane przez pana szkółki piłkarskie Ajaksu czy Feyenoordu. Kluby te już od wielu, wielu lat skupiają wokół siebie najmłodszych adeptów piłkarskich, intensywnie ich szkolą, a potem zarabiają na transferach.


N.S.: W Polsce też nie brakuje młodych talentów, ale w dorosłej piłce one gdzieś potem „giną”.
J.E.: Wynika to z tego, że natychmiast po zaistnieniu w naszej ekstraklasie zdolni piłkarze wyjeżdżają za granicę. Podam tylko przykład Janczyka, Fabiańskiego czy Błaszczykowskiego. Gdyby ci piłkarze zostali w Polsce, stanowiliby o sile polskich klubów. A za granicą często sobie nie radzą.
Cieszę się, że takich prywatnych inicjatyw jak w Holandii mamy w Polsce coraz więcej. Choćby w Szamotułach, Łodzi, Opalenicy pod Poznaniem czy Konstancinie, gdzie znakomicie funkcjonuje klub Romana Koseckiego. Oczywiście potrzeba było czasu, aby rozwijać takie inicjatywy, ponieważ są one bardzo kosztowne.


N.S.: Kluby chętnie sprzedają młodych piłkarzy, bo chcą na nich jak najszybciej zarobić. Dlaczego w polską piłkę nie opłaca się inwestować długofalowo? Swoje kluby w Lidze Mistrzów maja Turcy, Ukraińcy, Czesi czy Słowacy, a nie Polacy.
J.E.: Właśnie dlatego, że zatrzymali najzdolniejszych piłkarzy u siebie i budowali mocne drużyny z myślą o przyszłości. Proszę mi wierzyć, kwestią najbliższego czasu jest, że i my doczekamy się klubu z powodzeniem rywalizującego o najwyższe cele w Europie.


N.S.: Dziękuję za rozmowę.

 

Fot. Fotofama.pl


  Pozostałe artykuły:

wróć